 |
|
| |
Legendy
miejscowości
Z
każdą miejscowością wiążą się liczne legendy i opowiadania
które są częścią historii danej miejscowości. Historia Wieszowy
również ubarwiona jest licznymi legendami które są mniej lub
bardziej prawdziwe. Zawsze jednak świadczą o kulturze i przeszłości
danej miejscowości. Na stronie znajdują się tylko nieliczne legendy które
zaczerpnąłem z książki "Zarys dziejów Wieszowy" pana
Zygmunta Pierszalik.
Źródło
św Sarkandra.(SarkanderQuelle)
Historia
tego źródła ma swój rodowód na początku XVII
w. i jest związana z jego leczniczymi a nawet cudotwórczymi
własnościami. Jak wieść gminna podaje, w latach głodu w czasie szerzącej
się epidemii tyfusu głodowego w 1847
roku, ludzie którzy modlili się przy krzyżu stojącym obok źródła zostali
uratowani, przeżyli. Źródło to było czczone przez długie dziesiątki
lat, obecnie prawie zapomniane. Znajduje się w wieszowskim lesie, około
100 m od drogi wiodącej do Tarnowskich Gór, po jej lewej stronie.
Nazwa
tego źródła pochodzi od mnicha Sarkandra o
imieniu Johann. Urodził się on w Skoczowie koło Cieszyna
20.XII 1576 roku, a zmarł tragicznie
17.III.1620 r. Wykształcenie zdobywał u jezuitów w Ołomuńcu,
a następnie w Pradze. W 1603 r.
ukończył wydział filozofii oraz otrzymał święcenia kapłańskie. W kilka
lat później odbył pielgrzymkę do Częstochowy.
Trasa
jego wędrówki wiodła między innymi przez las we wschodniej części Wieszowy.
Miał już za sobą bardzo długą
drogę i był bardzo wyczerpany. Chcąc ugasić pragnienie szukał po lesie
wody. Bezskutecznie. Nigdzie jej nie znalazł. Zrezygnowany, wyczerpany
do ostateczności pogodził się z myślą ,że nadszedł kres jego wędrówki.
Konając z pragnienia i wyczerpania położył się na trawie twarzą ku niebu.
Modlił się, czekając na wolę Nieba. Nagle usłyszał koło siebie szum
wody. Resztkami sił odwrócił się w tę stronę. Oszołomiony zobaczył,
że koło niego wytrysnęło źródło. Źródło czystej świętej wody. Gdy się
napił wróciły mu siły i wkrótce poszedł dalej ze swoją misją.
Nim
jednak odszedł, to życiodajne źródło poświęcił i poinformował o nim
najbliższych napotkanych ludzi. Ludzie chętnie korzystali z tego źródła,
zwłaszcza idący do pracy do okolicznych kopalń galmanu. Wkrótce zauważono,
że woda z tego źródła nie jest zwykłą wodą. Woda ta miała własności
lecznicze. Ze wszystkich stron zaczęli tam przybywać chorzy. Zdarzały
się przypadki uzdrowień. Pewna dziewczynka której powieki przetarto
tę wodę odzyskała wzrok po kilku latach ślepoty.
Ludzie
czcili i odwiedzali to źródło nazywając je źródłem świętego Sarkandra.
Rokrocznie przybywała tu z wieszowskiego kościoła pielgrzymka wiernych
z proboszczem na czele. Zatrzymywała się tu też każda pielgrzymka idąca
do Częstochowy. Postawiono tu ogromny drewniany krzyż, który z daleka
wskazywał ludziom to miejsce, a samo źródło zostało obmurowane. Kiedyś
były tu jeszcze ławki i stoliki.
Historia
tego miejsca ma swój znacznie wcześniejszy rodowód. Niektóre dane wskazuję
na XIII, a niektóre na
XVI wiek, a związane są z zakonem cystersów i zapadniętą
wsią zwaną Jędrychówkę. W miejscu w którym wytrysnęło opisywane źródło,
miała stać chrzcielnica Jędrychowskiego kościoła. Tylko niektórym w
jego toni dane było zobaczyć jego wieżę i usłyszeć głos dzwonów. Ale
to już inna historia.
W
ostatnich czasach znaczenie tego źródła znacznie zmalało. Ludzie mówili,
że woda straciła swą moc. A miało się to stać od czasu jak żyd o nazwisku
Goldstein napoił w tym źródle swojego
chorego konia. Od tego czasu woda ta pomagała już tylko w rzadkich przypadkach.
W okresie powojennym komunistyczny reżim spowodował, że o źródle zapomniano
prawie całkowicie. Ustały pielgrzymki wieszowskiego kościoła, a nawet
pielgrzymki zdążające do Częstochowy rzadko się tu zatrzymywały. Mówi
się, co wielokrotnie już się sprawdziło, że "wiara czyni cuda".
Może więc nie moc wody się zmniejszyła, a moc wiary w ludziach uległa
osłabieniu ?.
Dnia
28.05.1995r. po przeszło 50-letniej przerwie znów do źródła św. Sarkandra
wyruszyła pielgrzymka wiernych z wieszowskiego kościoła. Szczególnego
znaczenia tej pielgrzymce nadawał fakt beatyfikowania tydzień wcześniej
w Skoczowie błogosławionego Johanna Sarkandra przez papieża Jana Pawła
II. Pielgrzymka miała bardzo uroczysty charakter. Na czele maszerowały
pierwszokomunijne dzieci. ministranci, orkiestra dęta. Rzeszę wiernych
prowadził obecny ksiądz proboszcz Rudolf
Halemba.
Ustalono, że będzie zwyczajem pielgrzymowanie do źródła św. Sarkandra
każdego roku w ostatnią niedzielę maja.
Zamek
zbójów
Zwiedzając
wieszowski PGR nietrudno zauważyć duży budynek którego kształty wyraźnie
odróżniają go od pozostałych. Jest to budynek dyrekcji, przed wojną
siedziba Dworu. Zbudowany został pod koniec
XVII w. staraniem Grotowskich.
Przebudowywany w czasach późniejszych zatracił swoje cechy stylowe.
Frontem jest zwrócony na południe. Murowany z cegły, obtynkowany. Piętrowy
o piwnicach sklepionych kolebkowo. Postawiony na planie wydłużonego
prostokąta z czworobocznymi kamiennymi wieżami przy tylnych narożnikach.
Na parterze od frontu, sień nakryta sklepieniem klasztornym z lunetami,
w narożnikach podwójnymi. W pomieszczeniach sklepienia klasztorne z
lunetami, kolebkowe z lunetami i kolebkowe.
Fasada
dziewięcioosiowa podzielona pilastrami i gzymsami. Wejście w latach
60-tych obecnego wieku było ujęte w portal kamienny zamknięty łukiem
półkolistym, powyżej trójkątny przyczółek: drzwi klepkowe XIX
w. Obecnie wejście to zostało zmienione. Pozostał tylko trójkątny
przyczółek. Drzwi są nowe, prostokątne, boki gładko obtynkowane.
Okna
prostokątne z gzymsami, w skrajnych przęsłach na parterze parzyste zwieńczone
gzymsem w formie kotary. Po bokach elewacji północnej niskie kamienne
wieże z murami o grubości ok.1,5 m. Wieża północno-zachodnia jest dołem
oszkarpowana. Dach dwuspadowy kryty papy, nowszy.
Z
piwnic były wejścia do podziemnych korytarzy. Dokąd miały prowadzi te
tunele dokładnie nikt nie wie. Wykonane zostały prawdopodobnie na przełomie
XVII i
XVIII wieku. Służyć miały jako droga ucieczki w razie zagrożenia.
Mówi się, że jeden z nich miał prowadzić aż do Starych Tarnowic. Ze
względu na rzekome skarby w nich ukryte, próbowano je spenetrować. W
obawie przed złymi mocami, namówiono pewnego razu do współuczestnictwa
nawet księdza. Jak poprzednio tak i tym razem juk po paru krokach gasło
im światło. Jeden z odważnych postanowił po omacku iść dalej. Po kilkunastu
krokach w ciemności otrzymał jak później zeznał od kogoś po twarzy tak
że mu dalsza ochota minęła.
Obecnie
trudno powiedzieć czy ktoś te tunele zwiedził. Wejście do nich było
otwarte jeszcze długo po II Wojnie, ale ze względów bezpieczeństwa zostało
zasypane. Cóż takiego miałyby kryć podziemia zamku. Co mówi legenda?
Zamek
ten kiedyś należał do rycerzy-zbójców, którzy napadali na przejeżdżających
kupców. Jak każdy zamek miał swoje podziemne lochy z salą tortur włącznie.
Ten który tam raz został wrzucony na ogół kończył tam życie chyba, że
zdołał się wykupić. Ludzie miejscowi omijali ten zamek z daleka. Legenda
głosi, że zbóje nagromadzili takie skarby, że do końca swego życia ich
nie spożyli.
Mówi
się, że w podziemiach za żelaznymi drzwiami znajduje się komnata wypełniona
kosztownościami. Jeśli komuś uda się tam dotrzeć, może nabrać tyle kosztowności
ile tylko udźwignie. Zastrzeżeniem jednak jest, aby nie brać złotej
kaczki z jej czterema złotymi jajami. Gdy ktoś ją weźmie, nie dane będzie
mu wyjść z labiryntu korytarzy. Wątek tej legendy został zapewne oparty
na legendzie dotyczącej zamku w Toszku.
I nna
legenda mówi, że w głębokiej piwnicy stoi na środku stół a przy nim
siedzi czterech zbójów. Zbóje ci ubrani w myśliwskie stroje grają w
karty popijając wino. Wino nabierają dużym kuflem każdy ze swojej beczułki,
którą trzyma między nogami. To co było ich zbójecką rozrywką za życia,
teraz stało się dla nich pokutą. Beczułki mimo ciągłego nabierania z
nich wina stale są pełne.
Inna
wersja tej legendy mówi nie o czterech a o sześciu zbójach. A miejscem
ich pokuty nie jest piwnica pod zamkiem a podziemna grota w jego pobliżu
na zewnątrz. Tam wśród zrabowanych skarbów ciągle muszą grać w karty
i pić wino z beczek w których nie widać dna.
Świadectwem,
że wieszowskim zamkiem władali kiedyś zbóje miała być przekazywana opowieść
pewnego starego człowieka, który w czasach swej młodości miał z nimi
do czynienia. Jako młody chłopak przechodził kiedyś przez Wieszowę.
Nie wiedział o ponurej famie wieszowskiego zamku. Toteż nieświadom niebezpieczeństwa
zbliżył się do niego zbyt bliska. Jeden ze zbójów pochwycił go i zawlókł
do zamku. Pokazali mu narzędzia tortur i oznajmili, że jeżeli będzie
wzbraniał się od wykonywania pracy którą mu zlecą, zostanie ścięty katowskim
toporem. Musiał utrzymywać ogień w kominku, napełniać kielichy winem
sprzątać ze stołu, przyrządzać jedzenie. Również pod karą śmierci nie
wolno mu było spożywać ich wykwintnych potraw. Tak przeszła mu noc aż
nastał świt. Zbóje stwierdzili, że wywiązał się z obowiązków więc pozwolili
mu rano odejść. Zadowolony, odszedł tak szybko jak tylko mu nogi pozwoliły.
Później po latach kiedy już zbójów nie było, wrócił. Chciał zobaczyć
szkielety ludzi w lochach, salę tortur, miejsce gdzie usługiwał. Ale
jak sam stwierdził, część tych podziemnych piwnic była juk zawalona."
Materiały zaczerpnięto
z książki "Zarys dziejów Wieszowy"
Zygmunt Pierszalik
|
|
|
 |